czwartek, 24 października 2013

64. Szkocja, dzień pierwszy - Edynburg! cz.1

Tak, byłyśmy w Szkocji! Wycieczka zaczęła się o 22.30 w sobotę, kiedy to razem z Aśką wsiadłyśmy do autokaru Megabusa, który miał nas zawieźć do Edynburga - naszego pierwszego punktu podróży. Miałyśmy jechać trochę ponad 9 godzin i wysiąść w Edynburgu o 7.30, ale nie wiadomo w jaki sposób wylądowałyśmy w autokarze szybszym i pomijającym jakieś przystanki i na miejsce dojechałyśmy już po 6tej. Sam autokar był całkiem przyjemny, ale panowie siedzący przed nami byli po prostu bezczelni. Porozkładali sobie fotele do pozycji leżącej i pozgniatali nam nogi, jeszcze się przy tym oburzając, że tyle te nasze nogi miejsca zajmują i się nie da dalej tych foteli rozłożyć! Po pierwszym postoju, kiedy obaj panowie wyszli się przewietrzyć, przy okazji składając chwilowo siedzenia, zaparłam się nogami i poszłam spać. Pan przed Aśką zdołał ją przepchnąć i rozłożył siedzenie z powrotem, ale za to pan przede mną przegrał :D. Siłowaliśmy się całą noc, bo co kilkadziesiąt minut sprawdzał, czy może już zasnęłam na tyle, żeby odpuścić, ale dzielnie się trzymałam i tak, w kompletnej ciszy, nie zamieniając ani słowa, walczyliśmy całą podróż... Wygrałam ;p

Ponieważ przed 7 rano było bardzo ciemno, zdecydowałyśmy posiedzieć na stacji, zjeść śniadanie, ogarnąć się w łazience i postudiować mapy, niekoniecznie w tej kolejności. Nie wzięłyśmy ze sobą żadnych mapek, więc zadowoliłyśmy się tymi ze stacji, które okazały się bardzo przystępne i w miarę szczegółowe. Nie chciałyśmy wydawać pieniędzy na żadne środki transportu, więc cały Edynburg przemierzyłyśmy na piechotę. Zaczęłyśmy od najdalszego punktu, czyli Parlamentu i Pałacu Holyrood, które mieszczą się również w bezpośrednim sąsiedztwie wygasłego wulkanu.

Zaczęłyśmy bardzo wcześnie, dopiero świtało, więc mimo co najmniej kilkudziesięciu cykniętych fotek, żadna nie nadaje się do publikacji - wyglądają jak czarne klocki na ciemnym lub jasnym tle, w zależności od ustawień aparatu, w których bezskutecznie grzebałam...


W międzyczasie się jednak trochę rozjaśniło...


Przez przypadek trafiłyśmy na ulokowany na wzgórzu cmentarz, który wyglądał niesamowicie i trochę dziwnie, wpasowany między całkiem sporą ulicą a budynkami mieszkalnymi...


Aśka znalazła kryptę, w której chciałaby być pochowana ;p:


Wracając jednak do naszego głównego celu podróży, po kilku pomyłkach w wyborze drogi, dotarłyśmy do Pałacu Holyrood...


który był oczywiście niedostępny dla zwiedzających. I fotkę strzeliłam zza krat. Czułam się trochę jakbym robiła słit focię tylko w drugą stronę. Dla osób postronnych moja ręka wyciągnięta na całą długość przez kraty, próbująca prawidłowo cyknąć równą, reprezentatywną fotkę, musiała wyglądać bardzo zabawnie...

Potem przeszłyśmy kilkanaście metrów, żeby znaleźć się przed siedzibą parlamentu. No i tutaj krótki, nerwowy chichot, bo człowiek jeszcze nie wie, że to nie żarcik, i się okazuje, że Parlament jest potworkiem architektonicznym...


Wybaczcie, ale z tego wszystkiego nawet nie cyknęłam zdjęcia bez słupa, bo po prostu zwiałam stamtąd jak najszybciej... Podobno zamysł architekta był taki, żeby budynek się wpasował w otoczenie i nawiązywał do otaczającej go natury. Chyba coś komuś nie wyszło, bo, jak z Aśką doszłyśmy do wniosku, wygląda jakby został wybudowany po ataku nuklearnym, był chroniony przed promieniowaniem i ludziom, którzy go budowali zależało na bezpieczeństwie, a nie wyglądzie...

Na szczęście widoki wokół są przecudowne:





Po kilkunastu minutach cieszenia oczu zielenią, przyrodą i ładnymi widoczkami, obejrzałyśmy budynki wokół, jak chociażby ten:


i ruszyłyśmy dalej:


Pod górę. Bo nie wiem, czy wiecie, ale w Edynburgu wszędzie jest albo bardzo pod górę, albo bardzo w dół, płaskie powierzchnie to rzadkość...

Cdn...

2 komentarze:

  1. Ale super! zawsze chciałam zwiedzić Szkocje, ma taki niepowtarzalny klimat! i te cmentarze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa dawaj dalej , dalej . Poproszę koleje posty ! :))

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zostawiasz komentarz, podpisz się, proszę, żebym wiedziała, jak się do Ciebie zwracać.