czwartek, 5 czerwca 2014

100. Tydzień pierwszy, 365 Project

Zanim zaczniemy! Kilka szczegółów dotyczących projektu 365. Jak pewnie większość z Was doskonale wie, projekt 365 polega na wybraniu jednego zdjęcia z każdego dnia. Może to być zdjęcie najładniejsze, najlepiej oddające to, co akurat robiliśmy tego dnia albo takie, które pokazuje Wasz nastrój... Mogłabym wymieniać bez końca. Ja postanowiłam się nie ograniczać do jednego rodzaju i po prostu iść na żywioł. Posty z serii 'Projekt 365' będą publikowane w każdą niedzielę (od następnej niedzieli, bo tym razem się nie udało ;p) i będą zawierały zdjęcia z mijającego tygodnia. Oczywiście oprócz nich pojawiać się będą również standardowe posty o niczym, relacje z podróży, albo to, co mi tam jeszcze przyjdzie do głowy. Nie przedłużając...

Dzień 1
Poniedziałek, 26.05.2014

Zacznijmy więc od poniedziałku. Już w sobotę Młody pokasływał i pociągał nosem, a w poniedziałek organizm mu się zbuntował i poddał się choróbsku. Biedne dziecię zaraziło również Małą, więc w rezultacie miałam na głowie dwie marudzące, kichające, pociągające pociechy, które najchętniej by cały dzień spały na przemian z marudzeniem o ciastka, soczek tudzież chusteczkę... Więc jak zasnęły, to aż z radości strzeliłam fotkę.


Dzień 2
Wtorek, 27.05.2014

Za każdym razem sobie powtarzam, że to ja rządzę dziećmi, a nie dzieci mną. Ale jak idziemy na spacer... Rządzi Młody. I w jedną i w drugą stronę jest pod górkę, więc naprawdę wszystko mi jedno, w którą stronę idziemy. Dlatego nawet jak mam przed sobą taką górkę jak na poniższym zdjęciu, słucham się grzecznie komend i nie protestuję. 'Nana, Nana! Up! Up!' Takie właśnie komendy dostaję. Nana to ja :). Jedyne, co udaje mi się czasami jeszcze wykrzesać to Lala. Więc sama nie wiem, którą ksywkę wolę :)

 Tutaj oczywiście widok z górki :)

Dzień 3
Środa, 28.05.2014

Wypłynęliśmy sobie na małą wycieczkę motorówką. Woda pryskała z każdej strony, host miał przednią zabawę, robiąc ostre zakręty i obserwując, jak rzuca nas po całej łodzi. Młody bawił się świetnie i prawie cały czas piszczał ze szczęścia, bo to była jego pierwsza wyprawa łódką. A ja, starając się utrzymać na pokładzie, podziwiałam piękne widoki, na chwilę zapominając o okropnym choróbsku, które dopadło i mnie. Mam nadzieję, że wybierzemy się na większą wyprawę, bo ta była zdecydowanie za krótka!


Dzień 4
Czwartek, 29.05.2014

Czwartek to z reguły mój wolny dzień. Hostka w czwartki jeździ do Stornoway zrobić większe zakupy, a ja w tym czasie mam czas całkowicie dla siebie. Ale że nigdy nie byłam w Stornoway i koniecznie chciałam zobaczyć, zabrałam się z nimi. Samo miasto na pewno kiedyś dobrze obfotografuję i zrobię z tego relację, jednak najważniejszym punktem podróży był korek, w którym staliśmy dobre piętnaście minut! Bo święte krowy postanowiły nie kłopotać się łażeniem po zboczach i żuciem pysznej, zielonej trawy. Zamiast tego szły sobie spokojnie, swoim krowim tempem po twardym, prostym, ubitym asfalcie. A że akurat jakieś samochody trąbiły gdzieś tam z tyłu czy z przodu? No to co, niech sobie trąbią!


Dzień 5
Piątek, 30.05.2014

W piątki zaczynam od 13, bo dzieciaki z samego rana wyruszają razem z mamą spotkać się ze znajomymi. Równiutko co tydzień. Takie playdate czy coś. Tym razem postanowiłam zostać i zadbać trochę o siebie. Długa, gorąca kąpiel, wstawienie prania, ogarnięcie pokoju... Czyli wszystkie te rzeczy, które przy R2D2 (mój A. zdobył nową ksywkę, zobaczymy, czy na długo zostanie!) i Klusce są nieosiągalne. Za to od 13 miałam ich tylko dla siebie i... poszłam na łatwiznę, przyznaję. Nie chciałam się użerać z dziećmi w domu, rozdwajając się i przyprawiając samą siebie o zawrót głowy i migrenę, więc poszliśmy na spacer. Bo czemu nie połączyć przyjemnego ze zdrowym? Mój mały pyszczak za to, że jestem taka dobra i idę, gdzie chce szef (czyli A!), dał mi cały bukiet stokrotek, po jednej. A jaki miał uśmiech na twarzy! Jaką radochę!


Dzień 6
Sobota, 31.05.2014

Ten tydzień był baaardzo męczący. Miałam więcej pracy, bo w przyszłym tygodniu Młody ma umówioną wizytę u lekarza w Inverness, w związku z czym C. musi nadrobić trochę pracy, zanim wyjedziemy. Tak więc się zdarzyło, że pracowałam też troszkę w sobotę. Tylko dwie godzinki. Postanowiłam, tradycyjnie, pójść na spacer. To była pora drzemki Kluski, więc stwierdziłam, że nie zawadzi, jak sobie troszkę pospacerujemy. I miałam rację, Kluska zasnęła po pierwszych dziesięciu metrach :)


Dzień 7
Niedziela, 1.06.2014

Dzień absolutnego leniuchowania. Caaalutki spędzony w łóżku, przed komputerem. Oczywiście znalazłam nowy serial do nadrobienia i właśnie jestem w trakcie użerania się z darmowymi odtwarzaczami online. Kto zgadnie, jaki to serial? :)


Kolejny tydzień był duuużo ciekawszy (i nadal jest!). Jestem również w trakcie pisania postów o Inverness i drogach na Harris.

Do przeczytania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli zostawiasz komentarz, podpisz się, proszę, żebym wiedziała, jak się do Ciebie zwracać.